Pierwotny przepis na te maleńkie kotleciki był zupełnie inny, ale niestety nie wszystkie jego składniki były łatwo dostępne. Kiedy w końcu je skompletowaliśmy okazało się, że cały wysiłek nie wart był zachodu. Potem receptura przeszła kolejną zmianę i wciąż "szału nie było". Ostatecznie kotleciki zupełnie przestały przypominać swój pierwowzór, za to w końcu zaczęły nam smakować. Są delikatne, miękkie i nie są tak wyraziste w smaku, jak na przykład Belzebubki. Najlepsze oczywiście ze świeżej ryby, a jeśli używamy mrożonej, wtedy należy ją wcześniej rozmrozić i dobrze odsączyć z nadmiaru wody.
Polecam zwłaszcza dla dzieci!
po nowy, zaktualizowany wpis zapraszam na mój nowy blog: minimalizm bez pudła!
Smacznego!
drukuj przepis
drukuj przepis

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz