Pozwólcie, że zacznę od zacytowania fragmentu mojej ulubionej książki:
Wieśniacy czosnek w wielkiej obfitości pojedli, a ku większej pewności wieńce sobie czosnkowe na szyjach pozawieszali. Niektórzy, osobliwie niewiasty, całe główki czosnku pozatykali, gdzie jeno mogli. Całe sioło czosnkiem śmierdziało horrendum, dumali tedy kmiecie, że w bezpieczności są i że nic im upir uczynić nie zdoła. Wielkie było zasię ich zdumienie, gdy upir, o północku nadleciawszy, nie zląkł się zgoła, jeno śmiać się jął, zębami od uciechy zgrzytać a szydzić. "Dobrze to, wołał, żeście się przyprawili, wnet was żreć będę, a przyprawione mięsiwo więcej mi do smaku. Posólcie się jeszcze a popieprzcie, a i o musztardzie nie zapomnijcie". *cytat z książki "Chrzest ognia" Andrzeja Sapkowskiego.
I szkoda, że mit o mocy czosnku upadł, gdyż niewątpliwie po skądinąd smacznej zupie, żaden wampir nie byłby nam straszny ;) Na szczęście (skoro już "upirów" straszyć nie podołamy) istnieją sposoby, by pozbyć się z ust zapachu czosnku. Ponadto pieczenie czosnku sprawia, że nie jest on tak wyrazisty w smaku i ostry, dzięki czemu zasmakować może nawet dzieciom, które zazwyczaj za nim nie przepadają.
Zapraszam na prawdziwie zimową zupę o jedwabiście kremowej konsystencji!
po nowy, zaktualizowany wpis zapraszam na mój nowy blog: minimalizm bez pudła!
Smacznego!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz